Nasuwa się pytanie, czy dziedzictwo południowców, jakim jest słodkie nieróbstwo, to wynik lenistwa, a może życiowej mądrości?

Współczesna fascynacja dalekowschodnimi systemami ćwiczeń – jogą, tai-chi czy medytacją związana jest z wołaniem naszych ciał o pomoc. Godziny spędzone w wymuszonej pozycji za biurkiem, kółkiem i na stojąco sprawiają, że niemal zastygamy w bezruchu, opierając się naturalnej potrzebie aktywności. Szczęśliwi ci, którzy potrafią z doby wykroić choćby kilkadziesiąt minut ćwiczeń, po kilka razy w tygodniu. Bogaczami są ci, którzy tak organizują życie, że wprowadzają ciało w ruch codziennie. Zaskoczeni będą jednak i jedni, i drudzy, gdy dowiedzą się, że to nie wystarczy. I wcale nie chodzi o zniechęcanie kogokolwiek do uprawiania sportów, ale o zwrócenie uwagi, że człowiek nie został stworzony do ciągłej aktywności. Reset jest czymś, co nam się po prostu należy i warto z niego korzystać na co dzień. Wystarczy tylko… nic nie robić. A to wcale nie takie proste, nawet w Lewitarium.pl 

Wyższe stany świadomości Dolce far niente, czyli słodkie nieróbstwo, wymaga... treningu. Na początek dobrze jest przyjąć jako pewnik, że jeśli o nim nie pomyślimy, nie doznamy nigdy nirwany, która jest jego konsekwencją. Stan ten obiecuje wyznawcom buddyzmu, hinduizmu i dżinizmu ostateczne wyzwolenie od bytu indywidualnego, bólu, pragnień i namiętności. Szersza, bardziej wielokulturowa definicja nirwany mówi o osiągnięciu najwyższej szczęśliwości, spokoju i prawdy absolutnej oraz... niebytu. Czy któryś z tych celów nie był ostatnio twoim w czasie poniedziałkowego zebrania w pracy? A może to właśnie niebyt wydawał Ci się być najlepszą alternatywą do stania w korku? Dolce far niente może jest tylko wstępem do korowodu podobnych pragnień, ale przecież bez wstępu nie sposób zacząć. Tu i teraz Nieróbstwo, czy inaczej reset, to czas i przestrzeń, w której zdecydujemy się osadzić własne ciało i umysł z intencją podarowania sobie relaksu, regeneracji i dawki optymizmu. To też rodzaj składki z tytułu polisy ubezpieczeniowej na zdrowe, długie życie. O ile rozluźniania ciała można się szybko nauczyć, o tyle wyłączenie świadomego myślenia jest praktyką, która może nam zająć resztę życia. Za tym celem nie ma już nic poza… szczęściem, że się udało i dalszymi ćwiczeniami. Większość z nas ma problem z byciem „tu i teraz”. Ciągle myślimy, co było lub co nas czeka. Potem mamy poczucie, że życie ucieka zbyt szybko i spędziliśmy je na rzeczach mało ważnych albo błahych, szczególnie w skali czasu, jaki jest nam dany. Warto więc pamiętać, że skupienie, a potem uwolnienie myśli w trakcie relaksu ciała, sprzyja koncentrowaniu się na teraźniejszości. Owocuje kontrolą reakcji własnego ciała, zacieśnianiu kontaktu z nim, a także umiejętności bycia tu i teraz oraz nigdzie indziej. Trening czyni mistrza Wykonaj test. Odetnij się od wszelkich bodźców, które mogłyby wyrwać cię ze stanu wyciszenia. Telefon, radio, telewizor, dzwonek do drzwi, towarzystwo innych osób – stwórz sobie komfort 30 minut dziennie bez nich. Praktykę oddawania się nieróbstwu zacznij od przybrania wygodnej pozycji, zamknięcia oczu lub jeśli masz możliwość – kontaktu z naturą. Może to być mała przestrzeń w ogrodzie, balkon, taras. Zanurz wzrok w zieleni i uwolnij umysł. Początkowo złapiesz się na tym, że myślisz o tym, że chcesz przestać myśleć. Nie tędy droga. Pozwól myślom łagodnie płynąć, odpychaj tylko te nachalne i nieprzyjemne. Reszty nie zatrzymuj, nie oceniaj, nie przyglądaj się im. Jeśli umysł skacze z tematu na temat, pogłęb oddech i rozluźnij ciało. Do tej swoistej medytacji wybierz luźne ubranie, żeby nic krępowało twojego brzucha, szyi, pleców i klatki piersiowej. Jeśli masz duży problem ze spokojnym byciem z samym sobą, zacznij powoli liczyć od 100 do 0 lub dzielić oddech na 2, powtarzając w myślach: „raz” przy wdechu, „dwa” przy wydechu. Wydech powinien być dwa razy dłuższy, niż wdech. Niektórzy praktykują nicnierobienie wspominając lub marząc. Taki trening nasycony jest jednak emocjami, dlatego nie powinien być formą docelową. Jeśli przywołujemy dobre, radosne, spokojne lub neutralne obrazy nie jest to zła metoda. Gorzej, kiedy ulegamy silnym wzruszeniom. Tymczasem „dolce far niente” ma być wyrazem zachwytu nad życiem i samym sobą. Ma wejść nam w krwioobieg, będąc stanem, który wywołamy naturalnie, kiedy napotkamy przeciwności losu.

Świadome życie.

Dużo ciekawiej i bardziej świadomie przeżywa się życie, kiedy umie się nim delektować. Jedząc ulubione danie, przeżuwamy każdy kęs, wydając z siebie mruczenie jako hołd dla kucharza. Pijąc wino, przymykamy oczy, aby wyostrzyć zmysł powonienia i smaku. Słuchając muzyki, zamykamy oczy i wstrzymujemy oddech, aby przeżyć dreszcz przeszywający ciało. Doceniając naturę, zrzucamy na piasku obuwie, aby jak dzieci przywitać się z morzem. Ciesząc się bliskością drugiej osoby, uruchamiamy zmysł powonienia, chcemy zasłuchać się w jej głos, poczuć oddech, nasycić dotykiem. To istota dolce far niente. Trening dolce far niente Po pierwsze zrozum, że człowiek nie został stworzony do ciągłej aktywności. Następnie podziel dobę na 3 równe części. Jedną przeznacz na sen, drugą na pracę przerywaną trzema kwadransami odpoczynku, a trzecią – po równo na obowiązki i przyjemności. Jeśli zrobisz to dobrze, powinno ci zostać dziennie 4 godziny na przyjemności. Zalicza się do nich obiad zjedzony z rodziną lub przyjaciółmi, wizyta u fryzjera, masaż, kąpiel z dodatkiem soli, lektura książki, spacer lub ćwiczenia fizyczne. W czterech godzinach z punktu 3, koniecznie wydziel 15 minut na słodkie nieróbstwo. Zacznij od 3 minut. To i tak sukces, jeśli uda Ci się naprawdę nic nie robić. Notuj skrupulatnie swoje osiągnięcia w nicnierobieniu – czas, ilość i rodzaj myśli, które próbowały w nim przeszkodzić. Staraj się poprawiać swój wynik. 30 minut dziennie to czas, do którego dobrze jest dążyć. Badania fizjologiczne wskazują, że pamięć odpowiedzi na stres żyje w Twoim systemie nerwowym. Weźmy na przykład ekspozycję na stresujące zdarzenie. W którym czułeś się bezradny, beznadziejny i brakowało kontroli. W takim przypadku  zaangażowany jest autonomiczny układ nerwowy (ANS). To jest część układu nerwowego odpowiedzialnego za kontrolę odruchowych czynności ciała, takich jak oddychanie. Sygnał z podwzgórza wysyła wiadomość hormonalną do przysadki mózgowej, która pobudza nadnercza. Aby aktywować tę walkę lub reakcję na ucieczkę, hormony stresu, takie jak kortyzol i adrenalina, są uwalniane z gruczołów nadnerczy. Pomagają organizmowi nagle zmobilizować się, aby uciec przed niebezpieczeństwem lub walczyć. Według Petera A. Levine'a, znawca w dziedzinie psychoterapii, określa ten proces biologiczny jako przytłoczony, a osoba nie jest w stanie uwolnić i przetrwać stresu. Możliwe jest uniknięcie traumatycznej reakcji poprzez wydzielanie generowanej energii. Na przykład wstrząsanie, płacz i wrzask może umożliwić jednostce fizyczne przetworzenie stresu. Nieprzerwany stres staje się traumatyczną pamięcią, która odkłada się uśpiona w ciele. Zrozumienie, co dzieje się wewnątrz naszego ciała i mózgu, daje nam współczucie. Dowiedz się, dlaczego nasze ciało reaguje na to, co robi, prowadzi do świadomości i umocnienia. To porusza nas z izolacji, strachu i ofiar. Dbając o nasze ciała i rozumiejąc ich samoobronne reakcje, możemy uwolnić się ze wstydu i lęku. Kiedy zrozumiemy proces fizjologiczny, który stara się zapewnić nam bezpieczeństwo, ze starej pamięci lub urazu, możemy zastąpić wewnętrzną ocenę po prostu bezpretensjonalnie życzliwością. Samo-miłość staje się możliwa. Może nie służyć nam w teraźniejszości, ale w przeszłości to zrobi. Praktyki te pozwolą trenować nam ciało. Można to osiągnąć powołując się na sposoby, takie jak medytacja zorientowana na odczucia zmysłowe, głębokie oddychanie, tonacja, spontaniczny ruch i taniec, joga, słuchanie kojącej muzyki, spędzanie czasu na łonie przyrody, bieganie lub turystyka. Albo po prostu uścisk ukochanego, który uwalnia oksytocynę, naturalny hormon wytwarzany przez przysadkę mózgową, która promuje wiązanie i łączenie. Są to narzędzia do dezaktywacji odpowiedzi sympatycznej i aktywowania odpowiedzi parasympatycznej, zwanej mechanizmem odpoczynku i trawienia. Celem jest poczucie bezpieczeństwa. Dobrym rozwiązaniem jest regulowanie oddychania, które spowolni bicie serca i krążenie krwi.

Wszystkie wyżej opisane sposoby są dobre do codziennej praktyki, natomiast najszybszym i najbardziej naturalnym sposobem na osiągnięcie stanu głębokiego relaksu jest najgorętszy hit salonów SPA i gabinetów odnowy biologicznej jest „floating”, co z ang. oznacza unoszenie - lewitację. Niezwykłą cechą floatingu jest wprowadzenie pacjenta w stan głębokiej relaksacji psychicznej i fizycznej. Najgłębszy relaks możemy osiągnąć wyłącznie poprzez uwolnienie ciała od kortyzolu, a naszego mózgu z przetwarzania informacji. W obecnych czasach stres jest stanem dominującym. A co za tym idzie w ciele człowieka poddanego temu zjawisku wytwarza się zwiększona ilość testosteronu i kortyzolu i jest on potrzebny do działania, ale nie na dłuższą metę w życiu codziennym - rano stres, ponieważ stoimy w korku i się spóźnimy do pracy, następnie stres, bo terminy gonią a trzeba coś wykonać, następnie szybko do przedszkola itd. itp.- nadmiar kortyzolu gromadzi się a my z tym nic nie robimy i zamiast być zmotywowanymi jesteśmy zmęczeni psychofizycznie, występuje w nas ciągły lęk i niepokój następnie strach przed działaniem, obniża nam się zdolność układu immunologicznego, płciowego, pokarmowego, nie możemy zasnąć i spirala się nakręca, która prowadzi do wielu chorób cywilizacyjnych. Obniżenie kortyzolu następuje podczas snu, jednak, gdy jest go dużo noc nie wystarcza, aby się go pozbyć. Współczesna psychologia wie jak pomóc i dlatego przygotowaliśmy terapie floatingowe, które pomagają wrócić do równowagi psychofizycznej. Wystarczy wejść do mini basenu w kabinie floatingowej i można poczuć się jak w przestrzeni kosmicznej. Każdy mięsień w organizmie może się teraz zrelaksować. Podczas sesji czujemy ulgę, mózg uwalnia się od kortyzolu produkując w zamian endorfiny (hormony szczęścia), a ciało zaczyna się regenerować. Wnętrze kabiny oświetlone jest delikatnym światłem, a w tle słychać relaksującą muzykę. Możemy sprawić, że kabinę wypełni cisza i ciemność, aby umysł mógł lewitować, w najgłębszym z możliwych stanie odprężenia. W takich warunkach mózg zaczyna dążyć do równowagi i harmonii obu półkul – zmniejsza aktywność lewej logicznej i zwiększa aktywność prawej emocjonalnej, a sesja w basenie pozwala nam dopasować się do uśpionych możliwości, źródła kreatywności, wyobraźni, możliwości wizualizacji i rozwiązywania problemów, w sposób wcześniej niedostępny. Po kilkunastu minutach rozpoczyna się stan głębokiej relaksacji. Stan odprężenia i uczucie świeżości utrzymują się jeszcze przez następnych kilka dni. Godzinna sesja w mini-basenie floatacyjnym, to ekwiwalent kilku godzin snu oraz doskonała likwidacja objawów zmęczenia i bólu.